Wszędzie dobrze ale w domu…

Długo nie pisaliśmy bo wiele się u nas działo, nie było czasu nawet zjeść a co dopiero pisać tutaj. Ale ze względu na mnóstwo wiadomości od Was i pytań co z Laurką znalazłam chwilę na chociaż krótką notkę.
Od ponad dwóch tygodni jesteśmy w domu. Koniec szpitala. Wreszcie mogę widzieć moje dziecko cały czas i spać obok. W domu jest wspaniale.Niestety Laurka złapała infekcję i nie mamy na nic czasu.Mała wymaga mnóstwo uwagi ciągle musi być odsysana,albo źle się czuje, albo dzieje się coś  innego. W ciągu dwóch tygodni dwa razy wzywaliśmy pogotowie. Za pierwszym razem tętno było bardzo niskie- nie wiedzieliśmy co zrobić. Okazało się, że Laura już nie potrzebuje leków na serce, które tętno obniżają(wcześniej miewała tachykardie). Za drugim razem duszność prwadopodobnie spowodowana ogromną ilością wydzieliny. Mam nadzieję, że nie będzie potrzeby ponownie zapraszać do nas zespołu ratunkowego . Mamy też nową „szafkę”-czyli koncetrator tlenu. Niestety okazało się, że Laura go wymaga przy infekcji i wypożyczyliśmy ten hałaśliwy sprzęt. Pocieszam się tym, że początki z chorymi dziećmi w domu są zawsze trudne(podobno) więc i u nas tak musi być, ale jak to mówią pierwsze koty za płoty i teraz będzie już tylko lepiej. A z pozytywów tyle, że Laurka trzyma ładnie główkę w pionie( nie zawsze ale to już coś) i rusza coraz lepiej rączkami. Do tego stopnia, że zdarza jej się odłaczyć sobie respirator. Czekamy na więcej 😉

 

IMG-20151011-WA0000Oto dowód jak Kiziunia pięknie główkę trzyma;-)

IMG-20151010-WA0010 IMG-20151001-WA0003 IMG-20151001-WA0000 IMAG1226

Share This: