Cuda się zdarzają, a życzenia spełniają.

Nie mogło obyć się bez wpisu. To wydarzenie jak najbardziej na niego zasługuje. Nie działo się dobrze: zmiany skóne, ziarnina przy pegu- rana się paprze ropieje i możliwe, że trafimy na oddział ale co znaczy to wszystko kiedy dziecko pokazuje coraz częściej, że chce żyć.

Jakby to powiedzieć… Laura oddycha! Sama! Bez respiratora! Oczywiście jest to dopiero kilka minut dziennie, ale to ogromny sukces. Może by dała radę dłużej ale boimy się, że nazbiera dwutlenków a kapnograf oddaliśmy, bo nie pasował do respiratora Laurkowego. Kto by się spodziewał, że misia zacznie oddychać samodzielnie… ;-)Tak czy siak, ćwiczymy oddychanie i są to głębokie oddechy 🙂 Juhuuu 🙂

Oczywiście muszę zaznaczyć, że Laurkę odwiedza bioenergoterapeuta, był już u Kizi dwa razy a podczas drugiej sesji zadziało się coś kiedy dotykał klatki piersiowej. Respirator zwariował, piszczał jak szalony, aż trzeba było Kiźkę odłączyć i „pompować” ambu Wierzcie w co chcecie, ale ja jestem pewna czyja to zasługa. Kilka dni później nie zauważyliśmy, że mała jest odłączona bo parametry były w normie saturacja 99 tętno idelane. Kiedy się zorientowaliśmy,że rura od respiratora leży obok podbiegłam w panice, żeby podłączyć i zobaczyłam… to był cudowny widok. Mała sobie spokojnie śpi i pięknie sama oddycha. Radość to mało powiedziane. Za chwilę znów spanikowałam( i co teraz?) w tych emocjach zadzwoniłam do naszego wspaniałego lekarza :”Panie doktorze mam problem i nie wiem co robić, Laura sama oddycha?!”. Śmiał się. Wszyscy się śmialiśmy. Tego dnia nie było mowy o zmartwieniach.

IMAG1660[1]Oto Kizia bez respiratora 🙂